czwartek, 7 listopada 2013

28.10.2013, Poniedziałek, dzień 17

Dzień, znienawidzony przez osoby pracujące w tygodniu, ale to też początek realizacji zadań jakie, człowiek sam ze sobą ustalił w niedzielę. Ja ustawiłam ze sobą, że założę konto w banku i kupię niedrogi telefon do dzwonienia w Ameryce.
Carla idzie do pracy na 15:00, więc jadę z nią i wydsiadam na 72 Street i Broadway. Małe miasteczko, czyli na tym skrzyżowaniu są wszystkie rodzaje sklepów oraz sieciówka spożywcza, która posiada produkty pod własną marką Trade Joe's. W internecie wyczytałam, że ludzie dość często robią tam zakupy i jest dość tanio. Zostawiam sobie przyjemność na później. Obok oddział Bank of America.
Na początek recepcjonistka pyta o cel przybycia. Prosi o kartę banku w celu identyfikacji klienta, ponieważ dla zamożniejszych przeznaczona jest obsługa eksperta. Recepcjonistka prosi by usiąść w dużym holu na kanapie. Wystrój jak po refresh'u Poczty Polskiej - czerwono.
Po dłuższym czekaniu, bo Pan coś robił w papierach, zaprosił mnie do czerwonego boksu. Znowu amerykański standard obsługi klienta w banku - obsceniczne żucie gumy. Wyobrażacie sobie, żeby konsultant banku rzuł gumę, podczas obsługi klienta? Co Ty na to Anna Kru? Procedura nie trwała długo, spisano wszystkie moje dane. Na komputerze Pana musiałam wpisać swoje hasło i wybrać pytania oraz wpisać odpowiedzi, procedura w przypadku zapomnienia hasła i wygenerowania nowego. Wszystko trwało jakieś 25 minut i dostałam od razu tymczasową kartę płatniczą. Podczas całej procedury, miła konwersacja na temat mojego imienia, poziomu szkół w Polsce vs. US - wypadliśmy na korzyść. Na koniec Pan jeszcze podszedł ze mną do stanowiska z komputerem dla klientów, żebym się zalogowała, by sprawdzić czy wszystko działa poprawnie. Czytelność strony z kontem zerowa, jest tak dużo reklam banku, że zauważam tylko na środku informację o wysokości salda na koncie. Naprawdę  składam gratulacje dla ludzi w Polsce, którzy zajmują się tworzeniem stron bankowych, jeszcze nie wiem jak aplikacja na telefon wygląda i jakie rozwiązania mają inne banki - Bank of America nie powala. Jeszcze tylko wizyta w kasie by wpłacić depozyt w wysokości przynajmniej $250, oczywiście bank nie zatrzymuje tej kwoty. Opłata za prowadzenie konta miesięcznie wynosi 12$, ale pobierana jest w przypadku nie spełnienia żadnego z dwóch warunków: depozyt w wysokości 1500$ lub wpłata miesięczna jakieś kwoty - generalnie konto za darmo. (Każdy turysta może założyć konto w banku amerykańskim, ale nie każdy bank prowadzi tego typu konta.) Pierwsze wypełnienie czeku wpłaty - Imię i nazwisko, adres zamieszkania i numer konta, a przy okienku przeciągnąć kartę przez terminal, by potwierdzić, że ty to ty. PKO (kiedyś skarbonka) chyba ma coś takiego, że przeciąga się kartę przez czytnik. Podobno my jesteśmy trzecim światem, ale w usługach bankowych chyba przodujemy, bo dwa dni czekania na zaksięgowanie wpłaty na konto to lekka przesada i do tego wypisywanie czeku wpłatowego na swoje konto.
Wychodząc ulżyło mi, że przynajmniej to załatwiłam. Na przeciwko wejścia do banku napis na budynku - murale reklamowe, znowu coś z "branży", niech stanie się Twoją inspiracją Gerard w przyszłej kampanii. :-)
Teraz zadanie - komórka. Poszłam wzdłuż ulicy Broadway, bo skoro są tu wszystkie sklepy to na pewno jest też i z komórkami. Dochodzę do Columbus Circle - w końcu jak w Europie, czyli trochę zabytków, trochę zieleni, trochę nowoczesnego budownictwa - to wszystko na rogu Central Parku/Broadway/59 Street. Nazwa pochodzi od stojacego tam pomnika odkrywcy Ameryki. Obok znajduje się wieżowiec - hotel, właścicielem jest Donald Trump. Obok apartamenty dla możnych tego miasta i tych, których stać na posiadanie apartamentu w każdym dużym mieście. Dwie przecznice przed jest sklep Best and Buy, w którym można tanio dostać elektronikę. Wchodzę i zaskoczenie - pusto w asortymencie, prawie wszystkie najnowsze telefony wykupione, w tabletach też mały wybór. Ściana z telefonami prepaid też nie zachwyca, ale wybór sieci pod względem ilości jest na pewno taki sam jak w Polsce. Tutaj jednak na samym początku trzeba określić swój plan miesięczny. Każdy operator proponuje trzy plany: 1 - dla mniej dzwoniących (około 400-500 minut), 2 - dla średnio korzystających z połączeń (około 1000-1500 minut), 3 - połączenia nielimitowane (cena od 40$ do 60$). Niektórzy operatorzy dodają do tego jeszcze możliwość nielitowanych połączeń do jakiegoś kraju, najczęściej hiszpańsko-języcznego lub afrykańskiego. Wybieram milionera Virgin Mobile. Michał sprawdził dla mnie jak wypadają cenowo i podobno całkiem nieźle na tle: TMobile, ATandT, Booster i jeszcze kilku innych operatorów. Wybieram plan finansowy $30 miesięcznie - 1500 minut i 1500 smsów, nawet myślę, że to za dużo, bo z kim mam niby rozmawiać. Kupuję najtańszy telefon byle można było wysyłać smsy i rozmawiać - załączam zdjęcie tej prehistorii, nawet aparatu nie ma, ale kosztował 14,99$. Proces aktywacji rozpoczyna się przy stanowisku, gdzie dokonuje się płatności. Pani wprowadza wszystkie numery, wprowadza za mnie pierwsze kody ze zdrapek, a swój pin wpisuję na małym dotykowym ekraniku. Całość trwa 20 minut. Kolejka za mną, ale tu nie ma presji spieszenia się i nikt nie ma o to pretensji.
Zadowolona, że wykonany plan na dziś idę w stronę Times Square ulicą Broadway i widzę budynek, w którym nagrywany jest najlepszy amerykański program (według mnie) "Late show - David Letterman" - Dominika od razu pomyślałam o naszym wieczorze z Letterman'em i Kimmel'em - zdjęcie dla Ciebie.:-) Wracając do domu metrem ekspresem, ten rodzaj metra nie zatrzymuje się na każdej stacji, musiałam wysiąść stację dalej, by tzw. lokalnym metrem dostać się na swoją stację i tak czekając sobie, zauważyłam małego mieszkańca stacji. Myślę, że ten należał do maluchów patrząc na ilość śmieci wyrzucanych na tory, istny śmietnik.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz