Po jednym dniu eutuzjazmu, nastąpił znowu dzień, zastanawiania się nad sobotnią wyprowadzką. Nieustannie wysyłałyśmy zapytania o wynajęcie miejsca dla nas, na dłużej. Po kupieniu kilku rzeczy do wyczyszczenia miejsc w domu, które stanowią kluczowe miejsca używania, Carla zaprosiła do nas Sergio, chłopaka z Meksyku, którego poznała w hostelu. Sergio postanowił przeprowadzić się do hostelu bliżej Manhattanu.
Sergio wchodząc do nas stwierdził, że pokój jest na pewno lepszych niż w hostelu, nawet w jego hostelu. Postanowiliśmy, że pojedziemy zobaczyć Statuę Wolności z daleka, bo za darmo. :-) Względy finansowe bardzo nas ograniczały, ponieważ rejs na wysepkę kosztuje ponad 30$ i następne ponad 20$ za wejście na statuę, darmowa opcja nas bardziej przekonała. Wysiedliśmy na stacji Fulton St., żeby złożyć aplikację na Social Security Number, bo bez tego numeru w US trudno jest funkcjonować, podobnie jak w Anglii bez National Insurance Number. Wysiadając z metra 2 lub 3, budynek departamentu ma się na przeciwko stacji - 123 William Street, trzecie piętro. Wchodzę na drugie piętro i pytam kogoś z urzędników jak dotrzeć na trzecie piętro, bo weszłam od strony ruchomych schodów. Pan kieruje mnie do windy, wjeżdżam na górę i zamknięte, ponieważ nadal rząd nie dogadał się w sprawie budżetu. Zaczęłam się zastanawiać nad tym, jeśli się dogadają, to kiedy wrócą do pracy. Dobrze, że pan był tak miły i powiedział mi, że jest zamknięte, zrobił to na pewno, żebym wiedziała na przyszłość. Nic nie załatwione.
Zatem pozostało cieszyć się miastem. Wycieczka przez Wall Street nad wybrzeże. Widać trzy mosty: Brooklyn, Manhattan, Williamsburg. Na wybrzeżu można wykupić zwiedzanie z lotu ptaka, helikopterem - cena około 150$. Dla wymagających są też helikoptery w postaci taksówek by dotrzeć na jeden z dachów licznych biurowców. Docieramy do miejsca, gdzie odpływa wodny, darmowy tramwaj na Staten Island. Poznajemy pracownika łodzi - Paula, który pyta skąd jesteśmy. Słysząc, że jestem z Polski, mówi: "Jak się masz, dobrze dobrze". Matka Paula polka, dziadkowie przyjechali do Stanów dawno temu, on sam nie zna już języka, pamięta tylko kilka słów, smutne. Carla wymienia się numerem telefonu z Paulem, bo obiecuje, że w weekend zabierze nas do bardzo dobrej restauracji, wyprzedzając fakty - nie zadzwonił i nie chciałyśmy.
Widok z daleka na Statuę Wolności i Manhattan. Podróż trwa około 20 minut. Wysiadamy i idziemy do pomnika, upamiętnianiającego tragedię WTC, osób które zginęły i mieszkały na Staten Island. Wypisane nazwiska, wiek i stanowiska, które zajmowali w pracy. Na niektórych tabliczkach przyklejone zdjęcia.
Wracamy na Wall Street. Siadamy w biurowcu, którego parter udostępniony jest dla wszystkich do godziny 23:00. W Nowym Jorku na Manhattanie jest kilkanaście takich miesjc z otwartym dostępem do WiFi. Zawsze jest tam przynajmniej jeden policjant. Carla i Sergio zaczęli się sprzeczać, jedno twierdziło, że Portugalski i Hiszpański są podobnymi językami, drugie widziało podobieństwo, ale nie do końca. To tak samo jakby rozpocząć dyskusję o tym, że czeski, słowacki są podobne do polskiego ale nie do końca. Oczywista oczywistość, cytując jednego ze współczesnych filozofów społecznych. Kolelny problem między nimi to wymawianie słów mających na początku literę H jak Harlem lub Harley - jak bardzo H jest bezdźwięczne. Zapytali się w końcu policjanta jak wymawia się te słowa i rozpoczęła się rozmowa. Skąd jesteśmy?, jak się poznaliśmy skoro jesteśmy z różnych stron świata? Powiedzieliśmy, że mieszkaliśmy wszyscy w hostelu na Canarsie i pan policjant oznajmił nam, że to niebezpieczna dzielnica, są rejony, gdzie jest ok, ale i tak nie jest uważana za spokojną dzielnicę. Dobrze, że dowiedzieliśmy się o tym po fakcie i mam nadzieję, że hostel znajduje się w jednym z tych spokojnych miejsc na Canarsie. Powiedział nam, że teraz Greenpoint jest bardzo modną dzielnicą, jeszcze dziesięć lat temu nikt z spośród zamożniejszych, nie myślał o mieszkaniu tam, teraz ma opinię: "There's lot of money". Polska dzielnica i taka dobra opinia. Wspomniał też, że Williamsburg to dzielnica, gdzie są bardzo dobre restauracje. (Dzielnicę widać z metra nadziemnego-czyli pofabrycze budynki przerobione na lofty.) Wskazał nam drogę do byka na Wall Street, który ma przynosić hossę na giełdzie - zdjęcia na dole, razem z Carlą i Sergio. Poszliśmy coś zjeść do restauracji pod złotymi łukami. W każdym McDonald'zie jest otwarte WiFi i bardzo dobrze działa, a że tutaj co kilka przecznic jest McDonald, nie ma problemu by połączyć się z siecią. Sergio pokazał nam, gdzie spędził ostatnie trzy i pół miesiąca. Wykupił Eurobilet ważny na trzy miesiące za 1098€ na pociągi z możliwością podróżowania po całej Europie, oprócz oczywiście bloku wschodniego z Polską włącznie, co rzecz jasna nie dziwi. Praktycznie był wszędzie - zazdroszczę bardzo - może kiedyś.
Jak poradzić sobie z wyjazdem do Stanów, gdy wygrałeś Loterię Wizową, a rodziny nie masz w USA.
środa, 23 października 2013
16.10.2013 Środa, dzień 5
US RULEZ
Datę w Stanach pisze się: miesiąc/dzień/rok.
Na ulicach jedyny znak europejski to znak STOP. Reszta pisana jest słowami: one way, bus line.
Nie ma pojedynczych Snickers'ów, Mars'ów, Milky Way'ów są tylko w paczkach, pakowane po kilka sztuk.
Kawę pij tylko w Europa Cafe (nie należy do najtańszych), bo tam mają ziarna takie same jak my i jakoś smakuje, reszta to zmielone ziarna z krzakiem.
15.10.2013 Wtorek, 4 dzień
Rankiem obudzona śmiechem w hostelu, otrzymałam od Carli wiadomość, że w hostelu jest Polka, która mieszka w Londynie od pięciu lat. Wchodzę do salonu i witam się z nią - Ewa spod Wrocławia, przyjechała się rozejrzeć w kursach prawniczych pod kątem medycznym. Długo niestety nie mogłyśmy rozmawiać, ponieważ do 11:00 miałyśmy się wymeldować z hostelu do naszego super pokoju. Wymieniłyśmy się numerami telefonu i mailami. Historia z tureckim przyjacielem została przekazana wszystkim w hostelu.
Z bagażami pomógł nam Leonardo z Brazylii, który następnego dnia leciał do Los Angeles zobaczyć Disneyland. Wsiadamy do autobusu, przesiadamy się na metro tylko tam, gdzie jest dostępna winda dla niepełnosprawnych. Musiałyśmy się przesiąść z linii 4, która jest ekspresem na linię 2 lub 3 na stacji przesiadkowej niestety nie działały windy- czas przeciągania bagaży przez pół miasta trwało 1:45. Zdjęcia pokoju poniżej.
W nagrodę za przeprowadzkę wybrałyśmy się na zwiedzanie miasta. W planach: Times Square, WTC. Na Times Square mnóstwo turystów i "amerykańskich maskotek": cały Disneyland, Spiderman, Ironman, Superman, Batman, ulica sezamkowa, Tygrysek, statua wolnosci i to niejedna plus półnaga wymalowana kobieta (mająca jakąś kobietę alfonsa, która odbierała od niej wręczone przez ludzi pieniądze), półnagi cowboy.
Mężczyźni zapraszający na wycieczki autobusem, na Comedy Show i na inne atrakcje. Wszędzie światła, które robią ogromne wrażenie. Przechadzamy się wzdłuż 7 Aleji. Wsiadamy do metra i wysiadamy przy WTC. Wokół dawnych wież dość dużo policjantów. Wszystko zagrodzone i przysłonięte, ponieważ obecnie "Ground Zero" jest atrakcją turystyczną. Dla mnie osobiście jest to przesada, chociaż za zwiedzanie Oświęcimia też trzeba zapłacić. Jednak nie zmienia to faktu, że mam mieszane uczucia związane z popularyzacją tego miejsca, jako turystycznego. Niech każdy z Was sam oceni.
Dalej już tylko podziwiamy miasto nocą.
US RULEZ
Nauki z poniedziałku.
Metro Card dla posiadających dokumenty stałego pobytu kosztuje o połowę mniej.
Na niektórych stacjach metra nie można zmienić strony na peronie. Trzba wyjść przez bramki i wyjść na ulicę i wejść wejściem na przeciwko.
Nie można gasić papierosa na kuble od śmieci stojacego na ulicy, a tym bardziej wrzucać peta do kosza. Uważane jest to za próbę podpalenia i trzeba liczyć się z mandatem. Trzeba rzucić niedopałka na ulicę, zatem już wiecie, że w środku miasta wygląda to strasznie.
Śmieci z restauracji w postaci wielkich toreb leżą na chodnikach, jak najbliżej ulicy, ale nie wieczorem jak w Anglii, tylko przez cały dzień, bo znoszone są tam od samego rana.