czwartek, 24 października 2013

18.10.2013 Piątek, dzień 7

Przeziębiłam się, Carla już dwa dni wcześniej miała problemy ze zdrowiem. Łatwo złapać coś tutaj, zwłaszcza, że na zewnątrz temeratura około 16º, na stacji metra 25º a w pociągu metra włączona klimatyzacja na 18º z powodu tłoku i do tego podobno chemikalia w klimatyzacji, żeby zabijało bakterie. 

Drugi raz szukamy mieszkania dla siebie. Carla pisała do kogoś z Craigslist.org, że chcemy wynająć pokój. Ktoś jej odpowiedział pisząc w mailu, że musi posprzątać tylko zanim przyjdziemy. Pojechałyśmy zobaczyć pokój znajdujący się nieco dalej od tego, co miałyśmy w tym tygodniu - gdzieś 157 Street East. Czekałyśmy na wiadomość dotyczącą dokładnego adresu, cóż bez odpowiedzi. Zatem pojechałyśmy sprawdzić kolejne miejsce - dzielnica Bushwick. Na szczęście miałyśmy numer telefonu tej osoby, więc było łatwiej się porozumieć. Krążymy jakieś 20 minut, by odnaleźć adres i jest, wyremontowany, schludny budynek. Wchodzimy od razu do aneksu kuchennego, wita nas czarna para: Emily i Calrk. Wysokie sufity, wszystko nowe i schludne. Bardzo sympatyczna para na pierwszy rzut oka - trochę wyprzedzam fakty, pytają się na ile chcemy zostać, co nas tu sprowadza, opowiadamy nasze przeróżne dziwne wydarzenia, w tle rozmowy gra dobra muzyka. Wchodzimy do pokoju, puste ściany, na podłodze dmuchany, dwuosobowy materac, przykryty kocem - 125$ za 7 nocy za osobę plus 10$ za internet. Decydujemy się, bo nie mamy już innych propozycji, nie mamy też czasu na szukanie, ponieważ musimy się wyprowadzić w sobotę do 12:00, a jest już 17:00.
W nagrodę za znalezienie mieszkania jedziemy na Times Square oraz zobaczyć się z Ewą, którą poznałyśmy w hostelu. Postanowiłam jednak wstąpić do wszystko-mającej apteki po aspirynę, bo naprawdę już bardzo źle się czułam. Aspiryna kilkunastu firm leży na półkach jak witaminy. Aspiryna Cardio 86mg, większa dawka 375mg na ból głowy i stan podgorączkowy, dawka 500mg tylko na noc na przeziębienie. Wybieram znany Alka-Seltzer w dwóch dawkach 375mg na dzień i 500mg na noc, pakowane razem. Do tego miód i cytryna w pastylce do ssania, na gardło prosto z Anglii i wychodzę zadowolona z zakupionych "baterii". (Musiałam coś z branży). Idziemy do ulubionej kawiarni Europa Cafe, gdzie podają normalną kawę a nie latte nawet kiedy prosisz o cappuccino. Siadamy, Ewa opowiada o zakupach w Apple, o swoich planach na przyszły tydzień, bo jest do 27 października NYC. Daje nam Cerutin i paracetamol, kolejne baterie. Opowiadam o swoich przeciwnościach losu i nieudolności amerykańskiej administracji.
Jeszcze zdjęcia z Grand Station w środku i flaga amerykańska na stacji, która jest dosłownie wszędzie, jak jakiś talizman na szczęście.

US RULEZ

Ciąg dalszy o kartach w aptekach: od końcowej ceny dla posiadaczy kart jest przewidzany rabat w zależności od rodzaju karty. Pisząc wcześniej, że w aptekach jest sprzedawane wszystko miałam na myśli również papierosy. Na opakowaniach nie ma ostrzeżeń, że palenie powoduje impotencję, raka płuc i szkodzi zdrowiu twoich bliskich.

17.10.2013 Czwartek, dzień 6

Połowa czwartku zeszła na walce z amerykańską administracją imigracyjną. Jak wcześniej pisałam zablokowałam konto  w systemie ELIS i musiałam poczekać 30 dni na odblokowanie. Zatem próbuje się zalogować, ale znowu informacja, że wprowadzone dane są już w użyciu. Postanawiam zadzwonić znowu. Tym razem system rozpoznaje numer i naciskam 2, żeby oddzwonili. Za dwie godziny oddzwonili i zaczęło się - literowanie adresu mailowego,  imienia i nazwiska, numerów sprawy, wizy, daty urodzenia. Po każdej danej "Please, hold on", 30 minut i otrzymuję informację, że za cztery dni zostaną usunięte z systemu dane. Boję się, że nie zdążę przed końcem wizy 22.10., ale z drugiej strony to tylko data ostatecznego przyjazdu do Stanów a nie całej wizy.
Umówiłam się z Michałem, żebyśmy się w końcu zobaczyli i żebym mogła przekazać pieniądze za płatność FEE zielonej karty.  Michał zobaczył pokoik i powiedział, że będzie trudno znaleźć coś tak dużego i dobrze wyglądającego. Trudno było rozmawiać z Polakiem po angielsku, ale było to koniecznością, żeby Carla mogła też uczestniczyć w rozmowie. Pojechaliśmy do centrum-centrum coś zjeść. Zamowiłyśmy sałatki w małym barze. Wybrałam z kozim serem - koszmar- kozim serem posmarowana była pita i na tym bardzo słodkie coś, musiałam to zdjąć z tej pity, bo to było tak słodkie, że aż mdliło - i to mnie :-). Pod pitą różne rodzaje sałaty z orzechami włoskimi i sosem z miodu. Zatem słodkie coś i miód, wymiękałam. Michał powiedział nam w jakich dzielnicach najlepiej szukać mieszkania. Powiedział też o polskiej stronie z ogłoszeniami o różnej tamatyce: Bazarynka.com. 

W sklepach można znaleźć wodę źródlaną POLAND SPRING- nie ma nic wspólnego z Polską, to tylko nazwa, bo jest pobierana gdzieś w Stanach. Najtańsza woda w sklepach, ale i tak trzeba zapłacić minimum 1,50$ za 0,5l, zdarzają się promocję, gdzie za taką butelkę jak na zdjęciu płaci się 0,99 cents.