7 dni przed wyjazdem nawet nie myślę co będzie ze mną kiedy postawię nogę na amerykańskiej ziemi, skoro nawet nie wiem czy zdołam znaleźć punkt zaczepienia w tym balaganie, który rozciąga się przez całą długość mojego pokoju. Przywiezienie całego dobytku zbieranego podczas 10 lat pobytu w Łodzi przerosło moje wszelkie wyobrażenia. Czas poświęcony rozpoznawaniu dla każdej rzeczy odpowiedniego miejsca spoczynku w pokoju, który nie był zmieniany od czasów liceum, wydaje się absolutnie kuriozalnym zadaniem. Sam fakt powrotu do domu to dopiero męczarniarnia z myślami, kiedy 30 wiosen za Tobą.
Na początek zmian każda szafka i każda półka została odchudzona o rzeczy, których przydatność a przede wszystkim ich wartość artystyczna zakończyła się już dawno temu, czyli muszelki z wyprawy nad morze za czasów harcerstwa, maskotki na dzień kobiet i tysiące małych szaliczków do próbowania sciegów na drutach. Nie będę wymieniać wszystkiego, myślę że każdy robiąc generalne porządki u siebie w domu znajdzie skarby, które leżą z niewidoczną etykietą: "jeszcze się przyda" albo "tyle mam wspomnień z tą rzeczą".
Zatem wstawiam zdjęcie w momencie przywiezienia wszystkich rzeczy do królestwa moich rodziców i zdjęcie po dwudniowych zmaganiach z materią rzeczy zastanych i dodanych. Wstawione zdjęcia mogą posłużyć do rozpoznawania elementów ich różniących. Zatem wymień wszystkie elementy różnicujące zdjęcia?... nie ma :-)
Jak poradzić sobie z wyjazdem do Stanów, gdy wygrałeś Loterię Wizową, a rodziny nie masz w USA.
niedziela, 13 października 2013
Dni przed....
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)