czwartek, 12 grudnia 2013

6.11.2013, Środa, dzień 26

Dzisiaj pierwszy dzień pracy w hostelu. Wychodząc z budynku, gdzie mieszkamy, wita mnie piękne słońce i widok z filmów dla nastolatków - School Bus.

Dotarcie na 8:00 rano na Herald Square, zajęło mi około 30 minut. Najpierw metro lokalne "C" ze 155th do 145th i przesiadka na ekspres "D". Czy ktoś w Warszawie pomyślał o dodatkowym torze dla ekspresu, który zatrzymuje się na najważniejszych stacjach. Nie, bo nie ma potrzeby?, czy nie bo potrzeba nie będzie wywołana?, ogólnie i tak nie ma na co liczyć.
Hostel znajduje się przy Penn Station, więc wokół niego jest mnóstwo innych hoteli o różnym standardzie i należące do różnych "sieciówek".
I kolejne słoneczne zdjęcie, tym razem skrzyżowanie Broadway i 32nd Street.

Wjeżdżam ns górę. Winda jest tak stara, że trzeba przekręcić kluczyk, żeby nacisnąć przycisk na które piętro chce się pojechać. Ktoś na górze nacisnął 9 piętro.
Wita mnie Maria, poznaje mnie z Yaną - recepcjonistką oraz Lucy i Rose, które pracują jako pokojówki.
Lucy pokazuje mi wszystkie etapy przygotowania pokoju dla gościa. Cała procedura trwa około godziny w zależności od tego, czy zewnętrzne pokrycie łóżka wymaga odświeżenia, wtedy proces sie wydłuża. Pierwsze pytania Lucy były następujące: jak długo tu jestem?, skąd jestem? (Wie tyle, że Polska jest w Europie, ale to akurat standard.), ile mam lat? (Pocieszam się, że dała mi 24.), czy mam męża? (Duże zdziwienie z jej strony, że jeszcze nie.), czy mam dziecko? (Nie było reakcji.). Te same pytania zadane drugiej stronie, dały następujący obraz Lucy: 23 letnia dziewczyna z Dominikany, która przyjechała tutaj do mamy jak miała 16 lat. Wyszła za mąż rok temu za Amerykanina, o korzeniach meksykańskich. Dzieci nie ma, ale planuje mieć za dwa lata.
Z Rose, w tym dniu nie udało mi się porozmawiać i przeprowadzić z nią wywiadu środowiskowego.
Yana jest z Ukrainy, trzy lata w Nowym Jorku. Obecnie ma wizę studencką, ponieważ uczy się angielskiego. Próbuje mówić po polsku, bo w klasie ma prawie wszystkich z Polski. Kiedy mi o tym powiedziała zrozumiałam dlaczego przywitała mnie słowami: "Cześć, jak się masz?".
Wszyscy tu znajdują lepsze lub gorsze rozwiązania by otrzymać legalny pobyt. Natomiast pozwolenie na pracę to osobna sprawa, z tym wiąże że się numer ubezpieczenia, a to już tylko wiza pracownicza lub Zielona Karta.
Szybko zleciał pierwszy dzień. Wyszłam około 16:00 z pracy. Wróciłam do domu się relaksować i czytać książkę, oczywiście po angielsku. :-)

5.11.2013, Wtorek, dzień 25


Z lekkim stresem przygotowuję się do pracy w restauracji. Jestem na miejscu o 14:55. Zostawiam płaszcz w szatni i podchodzę do Manuela. Wręcza mi około 20 kartek umowy i zaznacza miejsca, które powinny być wypełnione przeze mnie. Siadam przy stoliku a przy następnym siedzą 3 osoby i rozmawiają o sukcesie Lady Gaga. Pan przedstawia ją jako bardzo utalentowaną osobę, inteligentną, z bardzo dobrym głosem. Z kontekstu rozmowy wynika, że Pan szuka dla niej kolejnych sponsorów na jej pomysły.
W atmosferze celebryckiego życia,  wypełniłam wszystkie zaznaczone pola w umowie. Manuel siada koło mnie i podpisuje papiery. Prosi mnie bym podała jemu dokumenty - paszport i SSN. Zaprowadza mnie do dziewczyn - Katia, Elizabeth, Francheli. Wszystkie są obywatelkami US, ale rodziny pochodzą z różnych stron świata - Katia (Meksyk), Elizabeth (Dominikana) a Francheli jest mi to nieznane. Elizabeth wprowadza mnie w niuanse pracy i "życia" restauracji  - cały czas się uśmiecha i podtrzymuje rozmowę, jest bardzo miła dla mnie. Francheli zdobyła się tylko na słowo cześć i minę ogromnego niezadowolenia.
Raczej wielkiej filozofii nie ma w tym co dziewczyny wykonują. Nikt tutaj nie jest przemęczany - to co w Polsce spokojnie zgrobiłyby dwie osoby, tu wykonują cztery, czyli hostessa przyprowadza gościa do stolika i podaje menu, jest chłopak od przynoszenia zamówionych potraw kelnerce, kelnerka, która podaje potrawy klientowi i drugi chlopak od zbierania brudnych talerzy i przygotowania stolika dla nowych klientów - i mają kryzys.
Do obowiązków hostessy należy: odbieranie telefonów i zapisywanie w książce rezerwacji: godziny rezerwacji, ilość osób, nazwisko z numerem telefonu gościa; zaprowadzenie gościa do stolika i podanie menu.

Restauracja serwuje francuską kuchnię dla Żydów. Wszystko jest koszerne. Dodatkowo restauracja prowadzi sprzedaż mięsa, bo zaraz przy wejściu jest rzeźnik. Zmianowo w restauracji przesiadują Rabini, po to by podpisywać się pod jedzeniem, które jest przygotowywane w kuchni na wynos dla klienta bezpośredniogo lub pośredniego (innych restauracji) i nie tylko np. zapalanie ognia w kuchence przed rozpoczęciem pracy. Ciężka praca przesiadywać cały czas w restauracji jedząc i pić, po to by wzmocnić zaufanie wśród bogatych żydowskich klientów. Elizabeth pokazuje mi numerację stolików, wszystkie pomieszczenia w restauracji i tłumaczy, że czasem klienci proszą o certyfikat "koszerności" tej restauracji. Talerze zmywają osobno po kobietach osobno po mężczyznach w przypadku klientów ortodoksyjnych. Natomiast jest to dla mnie niezwykłe, że mogą być koszerne restauracje z kuchnią francuską, oczywiście serwuje się frytki - w końcu French Fries. :-)
W ciagu godziny może było 6 klientów i dwa telefony. Po godzinie mojego pobytu w restauracji wychodzi z biura Manuel i mówi, że nie może mnie zatrudnić, ponieważ główna menedżerka potrzebuje mojej Zielonej Karty, a moja Visa "wygasła" i nie mam wszystkich dokumentów, jak np. listu powitalnego z urzędu imigracyjnego. Powiedział, że on też tego nie rozumie zwłaszcza, że można zatrudniać nielegalnie w tym kraju a mnie nie. 

Na wizie widnieją daty kiedy mam wyjechać do US, czyli pół roku od momentu spotkania w ambasadzie - 23APR2013 TO 22OCT2013. Mam pieczątę wbitą na lotnisku z datą przylotu - OCT 12 2013 oraz informację, że: "Upon endorsement serves as temporary I-551 evidencing permanent residence for 1 year", czyli I-551 jest aplikacją Zielonej Karty do momentu jej otrzymania. Mam status rezydenta przez okres jednego roku. Nikt tego tutaj nie rozumie, chociaż otrzymałam SSN 23OCT2013 i zgodnie z tym co myślą nie powinnam jego dostać, tylko być deportowana, bo mi wiza wygasła. Cały czas prześladuje mnie pech lub zła wola.

Wyszłam stamtąd bardzo zdenerwowana. Zostało mi tylko kupić jakieś trampki i iść do pracy w hostelu. Pojechałam do stacji Columbus Circle i weszłam do HandM z nadzieją znalezienia czarnych, tanich trampek. Oczywiście znalazłam, ale znalazłam również piękną reklamę dżinsów.
Ewa S. byłaś pierwsza z pomysłem, choć nieco ewoluował spoglądając na kieszenie na głowach. QAH (Mój dawny pracodawca.) trendsetter w zakładaniu toreb na głowę - zobaczcie sami, pomysł z 2009 roku.

Co więcej, Ania tu nie ma standardów obsługi w tym sklepie - kasjerka żuje gumę i wysyła wiadomości w czasie pracy, przed klientami. W sklepie na Columbus jest jeszcze schludnie, ale obok Times Square albo na 5 Aleji, ciuchy z wieszaków leżą jak dywan na podłodze. Supervisor zamiast zarządzać kolejką, bo czeka się jak w supermarkecie, głośno rozmawia z kasjerkami o tym, jaką to on ma głupią koleżankę i oczywiście wszyscy klienci o tym wiedzą, bo cichy nie był. Obsługa sklepowa w ogóle się nie spieszy, pomimo panującego bałaganu. Kolejny przykład amerykańskich standardów w międzynarodowej organizacji - wyraźne zróżnicowanie kulturowe w korporacji, choć ono nie powinno rzutować na jakość pracy. 
Zatem zastanawiają mnie statystyki wydajności pracy, pokazywane co jakiś czas dla calego świata. To ciekawe, że nigdy jakoś nie błyszczymy, a tutaj jakoś też się nie spieszą i wydajność lepsza - spiesz się powoli - musimy to wdrożyć czym prędzej. Dodatkowo u nas zatrudnia się niezbędne minimum pracowników do funkcjonowania biznesu, tutaj mnoży się stanowiska.
Wróciłam do domu, po kolejnym szoku kulturowym. Carla miała wolne, więc była w domu. Opowiedziałam jej o wszystkim - ona ma numer SSN i Este ważną przez rok (jak sądzę) i może pracować legalnie, a ja muszę czekać niewiadomo dlaczego. Rozumiem, że ludzie tutaj czekają na Zieloną Kartę latami, ale ja nie składałam aplikacji, tylko ją już mam, chodzi tylko o jej wyrobienie. 

Apel do wszystkich, którzy czytają ten post i wygrali Zieloną Kartę:
Załóż konto ELIS zaraz po wizycie w ambasadzie.
Zapisz wszystkie informacje dotyczące tego konta i trzymaj w jednym miejscu.
Zapłać za kartę zaraz po założeniu konta w ELIS, jeśli tylko masz kogoś w US. Jeśli nie, nie oszczędzaj, wyrób sobie American Express jeszcze w Polsce i jak najszybciej zapłać.
Jestem przekonana, że skróci to cały proces oczekiwania i będziecie mieć Zieloną Kartę w miesiąc od przyjazdu.