poniedziałek, 18 listopada 2013

2.11.2013, Sobota, dzień 22

Od rana ogarniałam swój mały bałagan w szafie i torbie, bo nadal trzymam wiele rzeczy w walizce, bo mamy szuflady tylko w biurku.
Około 14:00 ruszyłyśmy zwiedzać i zaczęłyśmy od Columbus Circle (Już znacie, ale teraz zdjęcia Krzysia.). Idziemy na kawę i cistko. Jak każdy Polak wzrok skierowany w dół w czasie spaceru, dlatego może cały czas znajduję jednocentówki i pokrywę zrobioną w Indiach - tego też nie produkują w US. Idziemy się przejść po Central Parku. Przy wejściu stoi zawsze mnóstwo nagabywaczy, którzy proponują przejechać się dorożką lub rikszą albo wypożyczyć rower. Straż miejska robi "naloty" na nich i zabiera im rowery, bo nie są przypięte. Widzimy następującą sytuację: podbiega pseudo właściciel do strażnika, który odprowadza rower do furgonetki i zaczyna się rozmowa: "Dlaczego zabieracie ten rower, zostawcie."; "Proszę ze mną, zapłaci Pan mandat i otrzyma Pan rower"; "Właściwie to nie mój rower." :-D Szybciej ukradnie kolejny niż będzie płacić mandat, proste. Strażnik zabiera rower, pan się gdzieś "ulatnia".
W Central Parku przygotowania do jutrzejszego nowojorskiego maratonu. Prawdopodobnie jest to najważniejszy maraton w Stanach. Przygotowano promenadę, ostatnią prostą przed metą, gdzie postawiono flagi państw skąd pochodzą uczestnicy maratanu. Polska flaga oczywiście też jest. :-) DJe, wielki namiot, policja, helikopter, zabawa w pełni kontrolowana. Pogoda była piękna, więc był idealny dzień by zobaczyć Brooklyn Bridge nocą. W metrze oczywiście, jak to w weekend, kolejna trupa śpiewająca. 

Link;: 
https://www.youtube.com/watch?v=lo3-o0JZiY4&feature=youtube_gdata_player

Na moście mnóstwo turystów i rowerzystów. Kiedyś chciałabym z niego zjechać, ma duże nachylenie i można naprawdę rozwinąć  sporą prędkość - śmigali jak wiatr. Widok przepiękny i tylko pozazdrościć tym co mieszkają w loftach w Williamsburg, bo taki widok mają codziennie.

1.11.2013, Piątek, dzień 21

Tknęło mnie coś by założyć nowy adres e-mail i spróbować zalogować się na stronę ELIS. Udało się! Skasowali mi dane i nawet mnie o tym nie powiadomili, ale przynajmniej wywiązali się z obietnicy, że zrobią to do końca tygodnia.
Wpisuję wszystkie dane i teraz życiowa decyzja dzwonić do Michała, czy zapłacić ze swojego konta? Decyduję się na zapłatę z mojego konta. Jak coś popsuć to samemu, a nie wciągnąć jeszcze innych.
Wyskakuje mi pole wpisz kod transferu, co? Dobry, stary profesor Google i okazuje się, że każdy Amerykański bank ma trzy rodzaje kodów - tzw. routing numbers w zależności od miasta: jeden do płatności papierowych - czeki, drugi do płatności online i trzeci "wire transfer", nawet nie wiem jak to przetłumaczyć. Czy w krajach anglosaskich musi być tak pomieszane? Nie może być zwykły IBAN?, tylko routing numbers, sort code itp. Przecież i tak jak trzeba będzie zrobić przelew i uwaga z Polski do USA (w drugą stronę to chyba nigdy) to potrzebny jest IBAN.
Kończę transakcję i zaciskam kciuki, żeby się WiFi nie zawiesiło i wyskakuje potwierdzenie transakcji. Na stronie konta bankowego informacja tylko, że przelew czeka na autoryzację. Super zapłaciłam w końcu za Zieloną Kartę! :-D
Reszta dnia zeszła na przygotowaniu obiadu i na innych drobnych czynnościach oraz na wysyłaniu resume.