Wtorek ważny dzień dla Carli, bo to jej pierwszy dzień w pracy. Dla mnie kolejny dzień zmagań z trudną rzeczywistością tego miejsca. Jedziemy trzy stacje merta w stronę Manhattanu. Zanim jednak w stronę Manhattanu to najpierw w przeciwną, bo metro w kierunku od miasta zatrzymuje się na każdej stacji, a w kierunku Manhattanu, tylko na największych - prace remontowe. Na stacji Broadway Junction widzimy Punks not dead! Dzwonię do kolejnej Polki - 550$ za pokój, za miesiąc, zatem wiemy że super tanio. Pani mówi przez telefon, że to blok przy stacji, zatem już idzie po nas. Okazuje się, że nawet podstawowych słów po angielsku nie rozumie, zatem rozmawiam z nią tylko ja. Wychodzimy do budynku, 4 windy bo to wieżowiec. Wjeżdżamy na 5 lub 6 piętro, wchodzimy od razu do pokoju. Całe pomieszczenie zagracone i łóżko pod ścianą, jak się okazało później nasza Pani tam śpi. Prowadzi nas do pokoju. Całkiem przytulny, ale za mały jak na dwie osoby. (Niektórzy z Was wiedzą, że potrafię się zorganizować w małych pomieszczeniach, ale nie dzieląc je z innymi osobami. Przepraszam Łukasz za to.) Wejście do łazienki zaraz przy pokoju. Odzielna kuchnia. Pani prowadzi nas na balkon - loggia - i mówi: "Czasem tu sprzątam." Rzeczywiście czasem, ponieważ 3/4 tej dość dużej przestrzeni zajmowały jakieś graty. Pokój przedzielony ścianką meblową, bo mieszkanie zajmuje też jakiś Pan. Pani podkreśla, że nie mamy się czym przejmować, bo ona od 1 listopada, jak to stwierdziła "idzie na dom", domyślam się, że housekeeping with living in. Nie zmienia to faktu, że w mieszkaniu było mnóstwo rzeczy nie wiadomo do czego, jakby pozbierane z ulicy. Pana nie poznałyśmy dla ścisłości. Wychodzimy, bo to na pewno nie miejsce dla nas.
Jedziemy szybko do Times Square, bo Carla spieszy się do pracy. To jest pierwszy dzień od mojego przyjazdu, kiedy kropi, tak cały czas było słońce i temperatura zmienna od 18º do 12ºC. Odprowadzam ją i idę zobaczyć wyższe partie Manhattanu, bliżej Cental Parku. Mijam przejście między budynkami w postaci fontanny. Przechodzę przez 5th Avenue, gdzie marki Versace, Dolce&Gabbana, Prada i inne fashion marki z całego świata mają swoje sklepy; są też małe butiki z zegarkami, gdzie jeden kosztuje tyle co dobrej marki samochód. Każdy sklep posiada swojego "door open guy", którego zadaniem jest otwaranie drzwi przed gośćmi sklepu, którzy wychodzą i wchodzą. Oczywiście pełnią też funkcję ochroniarza, ale ciekawe, czy muszą mieć przynajmniej 3-letnie doświadczenie w tym zawodzie?
Przechodzę koło wejścia do Central Parku, ale postanawiam nie wchodzić do niego, zostawić sobie zwiedzanie na inny moment. Na przeciwko Central Parku najdroższe hotele i apartamenty. Widzę w rogu ulic wielkie jabłuszko Apple. Znowu łamanie przez tę markę wszelkich reguł sprzedażowych. Sklep znajduje się pod ziemią, jakby wydrążony w niewielkim placu. Minimalizm konstrukcyjny, kręcone schody w dół i winda. Tłum ludzi, ponieważ wszystkie I Pody, I Pady, I Phony, I Maci, wystawione i można się pobawić. Tłum przy kasie, bo Apple jest tu dużo tańszy, nawet dla nas Polaków.
Następnie wskakuję do jednego z publicznych otwarych przestrzeni w biurowcu i siadam, aby porozmawiać przez Skype z rodziną, napisać posta do bloga :-). Po publikacji, wracam do domu, ale znowu przez 5 Avenue, ale skręcam w 49 Street przechodząc przez Rockefeller Center. Można pojeździć sobie na łyżwach w ekskluzywnej atmosferze baru za jedyne 27$ plus wypożyczenie 12$, już w październiku na otwartej przestrzeni, gdzie temperatura jest jeszcze powyżej 10º.
Idąc dalej sklep CBS, gdzie witryna sklepowa wypełniona jest misiami Ted - komedia z fantastycznym aktorem w roli głównej - Mark Wahlberg. Od razu przypomniałam sobie o Tobie Gerard, jak poznałeś humor tego filmu, choć głupawego to jednak wprost proporcjonalnego do absurdu, jaki nas otacza. Tym optymistycznym akcentem, zakończył się mój dzień.
Jak poradzić sobie z wyjazdem do Stanów, gdy wygrałeś Loterię Wizową, a rodziny nie masz w USA.
niedziela, 27 października 2013
22.10.2013, Wtorek, dzień 11
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz