niedziela, 27 października 2013

21.10.2013, Poniedziałek, dzień 10

Poniedziałek zaczął się znowu od umawiania spotkań. Nasi współlokatorzy, tym razem włączyli cicho muzykę przez całą noc, też mi ulga.
W związku z tym, że rząd dogadał się co do budżetu, otworzyli SSN Department, tylko że w pierwszy dzień pracy po dwóch tygodniach zamknięcia, obsługa interesantów może wyglądać tragicznie, stwierdziłam, że dzień później, będzie lepiej się tam przejść. Zadzwoniła Pani Maria, że casting wygrał chłopak, tak więc odpadłyśmy i trzeba dalej próbować. 

Pojechałyśmy zobaczyć mieszkanie niedaleko Prospect Park. Jedna przecznica od stacji metra, nawet całkiem miło. Dom prawie na rogu ulicy. Otwiera nam Pan ubrany w tradycyjnie Żydowski strój plus pejsy z boku, zatem już nie wiem czy to Żyd czy Amisz :-), nieco już trochę leciwy. Puka do drzwi na parterze i otwiera nam młody chłopak. Przeprasza za bałagan, ale pakuje się, więc niestety inaczej nie będzie wyglądać. Długi wąski korytarz prowadzący do pokoju, zaraz przed wejściem do pokoju kuchnia. W mieszkaniu panuje mrok choć jest 15:00 i dodatkowo zapach stęchlizny, jakby pod podłogą była cały czas woda.
Wychodzimy szybko bo tam nie było co oglądać. Pan odbierając telefon od pozostałych zainteresowanych, pytał się o szczegóły dzwoniących, ponieważ miał wszystko skrzętnie zapisane.
Dzwonimy z polskiej strony i jedziemy w okolice Bensonhurst. Znowu oczywiście jakieś 30 minut później jesteśmy na miejscu, ponieważ to że jedziemy metrem, to nie oznacza wcale, że szybko znajdziemy się w punkcie docelowym. Po drodze mijamy sklepik ze szczeniakami!
Na miejscu otwiera nam Pani Grażyna, przedstawia się również jako Grace. Wchodzimy na górę, wszystko nowe, wyremontowane (Jedno co wiem na pewno, dotychczas nie widziałam zaniedbanego mieszkania, w którym mieszkają Polacy.), pomalowane, bez mebli, ale niestety Pani chce wynająć na rok. Teraz jest to na pewno nie możliwe, ale może kiedyś... Wracając do metra wchodzimy do "baru pizzowego", trzeba kiedyś spróbować prawdziwej amerykańskiej pizzy. Bierzemy niby taką zdrową z brokułami i szynką. :-) Wracamy do domu i przed wejściem na platformę metra, wizyta w toalecie na stacji - ponownie amerykańskie standardy - zaznaczam, że niepłatna.
Przypomina nam się, że możemy jechać w jeszcze jedno miejsce, bo jest niedaleko - Bay Ridge. Dzwonimy do Rosjanki, Natalie i ustalamy, że za godzinę będziemy, byłyśmy oczywiście za 1,5. Otwiera nam jej mąż i prowadzi nas na czwarte piętro. Wchodzimy od razu do aneksu kuchennego, po drodze łazienka i pokój, mieszkanie nam się podoba, choć znowu bez mebli. Dziewczyna wynajmująca mieszkanie wyprowadza się, bo straciła pracę, dowiadujemy się później od Natalie. Ona i jej mąż mieszkają w mieszkaniu podpiwnicznym. Przyjęła nas bardzo ciepło, tylko że znowu warunki umowy są podpisywane na rok. Mówimy, że jeszcze się zastanowimy.
Wracamy na nasze Bushwick i tuż przed naszą stacją mały pokaz umiejętności, taneczno - akrobatycznych. Chłopcy wracali ze szkoły i postanowili zebrać nieco jednodolarówek.
https://www.youtube.com/watch?v=kALIYNwHpKc&feature=youtube_gdata_player

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz