wtorek, 5 listopada 2013

26.10.2013, Sobota, dzień 15

Wcześniej wstałyśmy, bo miałyśmy otrzymać telefon od Pana o 8 rano, plus o 11:30 musiałyśmy być w Washington Hights. Zadzwonił Pan i zapytał, czy jesteśmy zdecydowane?, odpowiedź była twierdząca, choć obawy wielkie. Zaczęłyśmy poważną rozmowę z Carlą, czy na pewno decydować się na wynajem: ja jeszcze nie pracuję, dopiero co złożyłam papiery o SSN, ona będzie miała pierwszą wypłatę za pierwszy tydzień pracy dopiero za tydzień, teraz przy pomocy karty nie może wykonywać transakcji, które przekraczją jej limit w wysokości 400$, dodatkowo nie wiem kiedy będę mogła iść do pracy, skoro Zielona Karta jeszcze nie zapłacona. Lista była długa. Ustaliłyśmy, że nie stać nas w tym momencie na urządzanie domu, może później, ale teraz jest to niemożliwe. Zadzwoniłam do Mr David i powiedziałam w czym problem i że niestety musimy zrezygnować, ale odezwiemy się kiedy będziemy szukać mieszkania, bo mają ich kilka w swoim interesie. Nie było z nim problemu, tłumaczył również, że z tych samych powodów co my zrezygnowałyśmy, nie był przekonany do nas. Rozstaliśmy się pokojowo.
Szybko do Tatiany,159 Street Manhattan. Jeszcze wcześniej zaliczone mailowe pertraktacje, ponieważ w ogłoszeniu cena pokoju wynosiła 600$. Nam przekazała informację, że będzie to jednak 500$ dla każdej, a potem opuściła nam cenę do 450$ za miesiąc dla każdej. Jesteśmy na miejscu, to jeden z tych budynków, który należy do miasta - mieszkania komunalne. Piąte piętro, wąskie i wysokie schody. Oczywiście zaliczyłyśmy spóźnienie po raz kolejny - standardowo 30 minut. Zyjqc w przekonaniu, że Tatiana to imię rosyjskie, spodziewałam się białej dziewczyny. Otwiera nam czarna, niska, kurpulentna dziewczyna, o miłej dla oka urodzie. Długi korytarz, po lewej stronie korytarza wejścia do łazienki i kuchni, pomieszczenia te nie wyglądały najlepiej pod względem czystości. Po stronie prawej cztery wejścia do pokoi, nasze na samym końcu, obok wejścia do kuchni. Mały pokoik z łóżkiem piętrowym, szafa wnękowa i biurko. Nie jesteśmy zadowolone, ale wszystko wliczone w cenę wraz z internetem. Poza tym nie możemy zostać u SuperSmart Family, bo już w piątek pytali nas, czy nie powinnyśmy zapłacić, bo siedem dni minęło! Na szczęście Emily spisała kartkę, że płacimy za 7 nocy i tego się trzymamy. Miałyśmy po dziurki w nosie pisanie do nich, że zaraz będziemy w domu, bo nie raczyli nam dać kluczy do mieszkania, tylko kod do wejściowych drzwi i kluczyk od drzwi do pokoju. Innym razem nie było ich w domu i zostawili drzwi otwarte dla nas. Myślałyśmy, że drzwi są zatrzaskowe, więc je dodatkowo nie zamykałyśmy. Rano Clark Super Smart, zapytał się czy wiemy jak zamykać drzwi. Znowu człowiek chce być miły i przeprasza za zaistaniałą sytuację, ale należałoby powiedzieć, że skąd miałeś taką wiedzę, że wrócę o 21:00 do domu a nie o 3 w nocy, jak Ty? Skoro akurat w ten dzień, napisałyśmy do nich, że zaraz bedziemy w domu, tuż po wyjściu z metra na stacji docelowej. Dlatego powrót do Smart Family nie wchodził w grę. Dziewczyna z Craigslist.org cały czas przesuwała termin oglądania pokoju, choć 600$ (miesiąc, każda) i mieszkanie w trójkę w jednym pokoju, było wersją light Ali Baby.
Presja czasu i jednocześnie zostania w końcu w jednym miejscu na jeden miesiąc z możliwością na dłużej, przekonała nas. Wręczyłyśmy zapłatę, otrzymałyśmy klucze.
Napisałyśmy Emily, że będziemy w domu o 14:30. Przeszłyśmy się po okolicy i nawet całkiem miło. Zapytałyśmy Pana azjatyckiej urody, gdzie tu można wypić kawę, a Pan: "Nie wiem, niewłaściwą osobę pytacie. Zapytajcie się w waszej społeczności, na pewno oni Wam pomogą i też będzie Wam się lepiej z nimi rozmawiało". Kolejny uczony, pytałyśmy tylko o kawę. Obok nas ulica Broadway, która ciągnie się przez cały Manhattan. Znajduje się na niej praktycznie wszystko, co tylko dusza zapragnie. W naszej dzielnicy mamy sklepy "99 c", polski odpowiednik "Wszystko po 5 złotych i więcej" i tzw. angielski funciak. Dobrze, bo przynajmniej, rzeczy do domu są tu tańsze niż w Ikei. Jednak mój wzrok przykuwa coś innego w tym sklepie - świece - M&M's były też Skittles. Obok Times Square jest wielki, dwupiętrowy sklep dedykowany tylko tej marce i teraz już wiem co się w nim znajduje, wszystko tylko że nalepka jest M&M's.
Wracamy do Bushwick i znowu jakieś remonty, więc przyjechałyśmy od drugiej strony naszej ulicy. Jesteśmy o 15:00 i czekamy 1,5 godziny na nich, bo nie odbierali telefonu ani nic nie odpisywali. Przyjeżdżają rowerami i pytają się, czy długo czekamy, no bezczelne i jeszcze Emily pyta, czy to my dzwoniłyśmy z numeru zagranicznego? Dwa razy tak - tak długo, tak bo w amerykańskim padła bateria. Carla mówi, że oprócz smsów, wysłała tzw. I massage, czyli darmowe wiadomości wysyłane przez IPhony do IPhonów (człowiek się uczy całe życie). Emily cyt. tłum.: "Mam wyłączone, bo rzadko z tego korzystam." - co za ludzie, najpierw mówią o old schoolu i mają w ścianie zamontowane urządzenie, gdzie wstawiasz IPhona i gra w całym domu Twoja muzyka, a ona ma wyłączone darmowe wiadomości. Zabieramy swoje rzeczy i to szybko. Clark pomaga nam znieść bagaże na dół. Zaprasza nas na drinka, choć on sam jak nas zdążył poinformować bardzo lubi czerwone wino i dziwi się dlaczego nie weźmiemy taksówki, przecież to tylko 40$, mówi to człowiek, który nie pracuje.
Po raz kolejny w myślach dziękuję Łukaniowi, że namówił mnie żebym wzięła plecak jako bagaż podręczny a nie kolejną walizkę. Carla swoją rozwaliła doszczętnie, aktualnie bez kółek, na szczęście tuż przed wejściem do budynku. Najtrudniejszy moment, wtachanie tego na górę. Misja zakończona sukcesem - czas operacyjny - około dwie godziny z Bushwick do Washington Hights. Wieczór spędziłyśmy na dolnym Manhattanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz