Przeziębiłam się, Carla już dwa dni wcześniej miała problemy ze zdrowiem. Łatwo złapać coś tutaj, zwłaszcza, że na zewnątrz temeratura około 16º, na stacji metra 25º a w pociągu metra włączona klimatyzacja na 18º z powodu tłoku i do tego podobno chemikalia w klimatyzacji, żeby zabijało bakterie.
Drugi raz szukamy mieszkania dla siebie. Carla pisała do kogoś z Craigslist.org, że chcemy wynająć pokój. Ktoś jej odpowiedział pisząc w mailu, że musi posprzątać tylko zanim przyjdziemy. Pojechałyśmy zobaczyć pokój znajdujący się nieco dalej od tego, co miałyśmy w tym tygodniu - gdzieś 157 Street East. Czekałyśmy na wiadomość dotyczącą dokładnego adresu, cóż bez odpowiedzi. Zatem pojechałyśmy sprawdzić kolejne miejsce - dzielnica Bushwick. Na szczęście miałyśmy numer telefonu tej osoby, więc było łatwiej się porozumieć. Krążymy jakieś 20 minut, by odnaleźć adres i jest, wyremontowany, schludny budynek. Wchodzimy od razu do aneksu kuchennego, wita nas czarna para: Emily i Calrk. Wysokie sufity, wszystko nowe i schludne. Bardzo sympatyczna para na pierwszy rzut oka - trochę wyprzedzam fakty, pytają się na ile chcemy zostać, co nas tu sprowadza, opowiadamy nasze przeróżne dziwne wydarzenia, w tle rozmowy gra dobra muzyka. Wchodzimy do pokoju, puste ściany, na podłodze dmuchany, dwuosobowy materac, przykryty kocem - 125$ za 7 nocy za osobę plus 10$ za internet. Decydujemy się, bo nie mamy już innych propozycji, nie mamy też czasu na szukanie, ponieważ musimy się wyprowadzić w sobotę do 12:00, a jest już 17:00.
W nagrodę za znalezienie mieszkania jedziemy na Times Square oraz zobaczyć się z Ewą, którą poznałyśmy w hostelu. Postanowiłam jednak wstąpić do wszystko-mającej apteki po aspirynę, bo naprawdę już bardzo źle się czułam. Aspiryna kilkunastu firm leży na półkach jak witaminy. Aspiryna Cardio 86mg, większa dawka 375mg na ból głowy i stan podgorączkowy, dawka 500mg tylko na noc na przeziębienie. Wybieram znany Alka-Seltzer w dwóch dawkach 375mg na dzień i 500mg na noc, pakowane razem. Do tego miód i cytryna w pastylce do ssania, na gardło prosto z Anglii i wychodzę zadowolona z zakupionych "baterii". (Musiałam coś z branży). Idziemy do ulubionej kawiarni Europa Cafe, gdzie podają normalną kawę a nie latte nawet kiedy prosisz o cappuccino. Siadamy, Ewa opowiada o zakupach w Apple, o swoich planach na przyszły tydzień, bo jest do 27 października NYC. Daje nam Cerutin i paracetamol, kolejne baterie. Opowiadam o swoich przeciwnościach losu i nieudolności amerykańskiej administracji.
Jeszcze zdjęcia z Grand Station w środku i flaga amerykańska na stacji, która jest dosłownie wszędzie, jak jakiś talizman na szczęście.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz