środa, 1 stycznia 2014

7.11.2013, Czwartek, dzień 27

Kolejny dzień, tym razem na 7:30 do pracy. Spostrzegłam, że jest tu nawet ulica koreańska - 32rd Street - Korea Way. Wszystkie banery w języku koreańskim - zobaczcie sami.


W hostelu praca wre, ale najbardziej roześmiałam się, kiedy rozpoczęła się rozmowa na temat: ile kosztuje w naszych krajach jeden amerykański dolar?
Lucy usłyszała, że ponad 3 polskie dolary (Łatwiej to porównanie było jej zrozumieć.) i skomentowała soczyście: "Dlatego wasze kraje są takie biedne." Roześmiałam się i powiedziałam jej, że Republika Dominikany raczej też nie należy do najbogatszych - nie skomentowała.

Rozmowa rozwinęła się na temat ilości emigrantów z różnych krajów w NYC i jak trudno tutaj znaleźć normalną pracę, jak nie ma się Zielonej Karty. Dotychczas mam zupełnie inne wrażenie, raczej trudno znaleźć legalną pracę. Tutaj też pracodawca nie chce płacić podatków. Różnica jest taka, że u nas pracodawca zasłoni się umowami śmieciowymi: umowa o dzieło, bo umowa zlecenie to musi przynajmniej ubezpieczenie zdrowotne zapłacić. Tutaj albo pracujesz legalnie, albo nielegalnie. 

Z innej beczki. Może to głupie, ale dzięki Rachel (Z Filipin.) znalazłam sklep, gdzie herbata Twings kosztuje $2,50, a nie ponad 3 dolary. Zresztą w tym sklepie znaleźć można wszystko. Z zasady ma być wszystko po 99C, ale tylko na parterze są rzeczy po około $1, a na dwóch pozostałych piętrach to rzeczy tanie ale wykraczające poza kwotę $2.


Można do herabaty kupić jeszcze delicje. Czy opakowanie nie jest takie same jak Delicji z Wedla? Może to ogólnie przyjęty wzór opakowania dla delicji?


Wszystko jedno, co pomyślicie, ten sklep zostanie moim faworytem pod dwoma względami:1-herbata Twings, 2-Bagle z Brooklyn'u. Zakochałam się w baglach z cynamonem i rodzynkami. Wyglądają jak donaty, czyli pączek z dziurką, ale zrobione są z ciasta chlebowego. Na razie się nie nudzą. :-)

8.11.2013, Piątek, dzień 28

Dzisiaj pracowałam tylko z Lucy.
Spytałam się dziewczyn ile czasu szukały tutaj pracy? Odpowiedzi były przerażające: cztery, trzy miesiące, najmniej to dwa miesiące.
Usłyszałam, że jestem szcześciarą, nie dość, że wylosowałam Zieloną Kartę, to w niecały miesiąc znalazłam pracę. Stwierdziły, że nie doceniam rzeczy, które mam i usłyszałam, że za dużo chcę w jednym czasie, muszę być bardziej cierpliwa. Rzeczywiście z cierpliwością mam problemy, ale teraz uczę się jej i to bardzo intensywnie.
W pracy zupełnie nic się nie dzieje oprócz obowiązków, które niezmiennie są zawsze takie same.
Po pracy wizyta w lokalnym sklepie, by kupić coś "na ząb". Uwielbiam tutaj różnego rodzaju mieszanki orzechów lub orzechów z suszonymi owocami oraz migdały w czekoladzie. Dzień bez chrupania orzechów, to dzień stracony - orzechy wpływają na wszystko, szczególnie na mój dobry humor. :-)
Na półce najbardziej rozpoznawalny symbol amerykańskiego pop-artu i symbol rozwijającej się kultury masowej - puszka Cambella. Rozpowszechnienie grafiki z puszki przez Andy'ego Warhola w dziele - 32 Campbell's Soup Cans (Nota bene dzieło znajduje się w Nowym Jorku w muzeum MoMA - Museum of Modern Art mam dopiero w planach, bo trzeba zarezerwować sobie cały dzień na zwiedzanie.), powoduje że nie sposób nie zwrócić uwagi na tę puszkę.

Teraz firma Campbell nie ogranicza się tylko do produkcji zup. Pakuje do puszek też inne produkty np. sosy do makaronów lub inne mieszanki warzyw. Puszki, w których znajduje się zupa są takie same jak przedstawił to Warhol w 1962 roku, ale puszki z innymi produktami mają już inną grafikę. Równie prostą, ale uciekającą od tradycyjnych puszek z zupą. Proszę spójrzcie na logotyp, nikt nie myśli raczej o refresh'u pomimo tylu lat. PZU, Bank PeKaO podobno najlepszy refresh logo wśród firm z tradycjami - chyba się jeszcze muszę dużo uczyć. 

Powracając jednak do głównego wątku, cały czas wpatruję się w te puszki za każdym razem jak jestem w sklepie i myślę: czy zupa smakuje tak samo jak w latach 60'? Muszę kiedyś podgrzać tę zupkę. :-) Jednocześnie dzisiaj można również wypić wodę Perrier (za $2) z nalepką zaprojektowaną przez Anad`go, tak do kolekcji artystyczno-smakowej w ramach współczesnego nurtu - artyści dla wielkich marek.