Tknęło mnie coś by założyć nowy adres e-mail i spróbować zalogować się na stronę ELIS. Udało się! Skasowali mi dane i nawet mnie o tym nie powiadomili, ale przynajmniej wywiązali się z obietnicy, że zrobią to do końca tygodnia.
Wpisuję wszystkie dane i teraz życiowa decyzja dzwonić do Michała, czy zapłacić ze swojego konta? Decyduję się na zapłatę z mojego konta. Jak coś popsuć to samemu, a nie wciągnąć jeszcze innych.
Wyskakuje mi pole wpisz kod transferu, co? Dobry, stary profesor Google i okazuje się, że każdy Amerykański bank ma trzy rodzaje kodów - tzw. routing numbers w zależności od miasta: jeden do płatności papierowych - czeki, drugi do płatności online i trzeci "wire transfer", nawet nie wiem jak to przetłumaczyć. Czy w krajach anglosaskich musi być tak pomieszane? Nie może być zwykły IBAN?, tylko routing numbers, sort code itp. Przecież i tak jak trzeba będzie zrobić przelew i uwaga z Polski do USA (w drugą stronę to chyba nigdy) to potrzebny jest IBAN.
Kończę transakcję i zaciskam kciuki, żeby się WiFi nie zawiesiło i wyskakuje potwierdzenie transakcji. Na stronie konta bankowego informacja tylko, że przelew czeka na autoryzację. Super zapłaciłam w końcu za Zieloną Kartę! :-D
Reszta dnia zeszła na przygotowaniu obiadu i na innych drobnych czynnościach oraz na wysyłaniu resume.
Jak poradzić sobie z wyjazdem do Stanów, gdy wygrałeś Loterię Wizową, a rodziny nie masz w USA.
poniedziałek, 18 listopada 2013
1.11.2013, Piątek, dzień 21
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz