Dzisiaj pierwszy dzień pracy w hostelu. Wychodząc z budynku, gdzie mieszkamy, wita mnie piękne słońce i widok z filmów dla nastolatków - School Bus.
Dotarcie na 8:00 rano na Herald Square, zajęło mi około 30 minut. Najpierw metro lokalne "C" ze 155th do 145th i przesiadka na ekspres "D". Czy ktoś w Warszawie pomyślał o dodatkowym torze dla ekspresu, który zatrzymuje się na najważniejszych stacjach. Nie, bo nie ma potrzeby?, czy nie bo potrzeba nie będzie wywołana?, ogólnie i tak nie ma na co liczyć.
Hostel znajduje się przy Penn Station, więc wokół niego jest mnóstwo innych hoteli o różnym standardzie i należące do różnych "sieciówek".
I kolejne słoneczne zdjęcie, tym razem skrzyżowanie Broadway i 32nd Street.
Wjeżdżam ns górę. Winda jest tak stara, że trzeba przekręcić kluczyk, żeby nacisnąć przycisk na które piętro chce się pojechać. Ktoś na górze nacisnął 9 piętro.
Wita mnie Maria, poznaje mnie z Yaną - recepcjonistką oraz Lucy i Rose, które pracują jako pokojówki.
Lucy pokazuje mi wszystkie etapy przygotowania pokoju dla gościa. Cała procedura trwa około godziny w zależności od tego, czy zewnętrzne pokrycie łóżka wymaga odświeżenia, wtedy proces sie wydłuża. Pierwsze pytania Lucy były następujące: jak długo tu jestem?, skąd jestem? (Wie tyle, że Polska jest w Europie, ale to akurat standard.), ile mam lat? (Pocieszam się, że dała mi 24.), czy mam męża? (Duże zdziwienie z jej strony, że jeszcze nie.), czy mam dziecko? (Nie było reakcji.). Te same pytania zadane drugiej stronie, dały następujący obraz Lucy: 23 letnia dziewczyna z Dominikany, która przyjechała tutaj do mamy jak miała 16 lat. Wyszła za mąż rok temu za Amerykanina, o korzeniach meksykańskich. Dzieci nie ma, ale planuje mieć za dwa lata.
Z Rose, w tym dniu nie udało mi się porozmawiać i przeprowadzić z nią wywiadu środowiskowego.
Yana jest z Ukrainy, trzy lata w Nowym Jorku. Obecnie ma wizę studencką, ponieważ uczy się angielskiego. Próbuje mówić po polsku, bo w klasie ma prawie wszystkich z Polski. Kiedy mi o tym powiedziała zrozumiałam dlaczego przywitała mnie słowami: "Cześć, jak się masz?".
Wszyscy tu znajdują lepsze lub gorsze rozwiązania by otrzymać legalny pobyt. Natomiast pozwolenie na pracę to osobna sprawa, z tym wiąże że się numer ubezpieczenia, a to już tylko wiza pracownicza lub Zielona Karta.
Szybko zleciał pierwszy dzień. Wyszłam około 16:00 z pracy. Wróciłam do domu się relaksować i czytać książkę, oczywiście po angielsku. :-)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz