Trzeba się wystroić na spotkanie. Rano też otrzymałam wiadomość, że zapraszają mnie na spotkanie w sprawie pracy w hostelu na West 31 Street, między 14:00 a 16:00. Przede wszystkim muszę pojawić się w restauracji, potem sprawdzę drugie miejsce.Jestem na miejscu 46 Street, zaraz obok schodów na Times Square. Przy barze Manuel - menadżer i mnóstwo kręcących się ludzi, ale nie klientów. Krótka rozmowa: Jaki jest mój status w Stanach? Czy mam wszystkie niezbędne dokumenty, żeby tu zostać? Zapraszam jutro na 15:00 na czarno do pracy i już. Na kolor czarny w pracy byłam przygotowana, doświadczenie z Anglii. :-) Na tak krótką rozmowę nie.
Postanowiłam pójść za ciosem i sprawdzić hostel. Zanim jednak znajdę się na spotkaniu to muszę wydrukować resume, z pustymi rękoma nie pójdę. Na 48 Street znajduje się biuro FedEx, które świadczy usługi przesyłkowe z jednoczesną samoobsługą wszystkich drukarek, w tym fotograficznych. Znowu usługa na kartę. Automat "wypluwa" kartę i trzeba ponownie włożyć kartę by ją doładować. Wykonanie druku lub kopii wymaga włożenia karty do standu, który jest przy każdej drukarce. Możliwość wydruku z USB i telefonu, jeżeli ma się kabel. Ultra drogo, bo jedna kopia czarno-biała 13 centów a można czasem wydrukować już za 5 centów.
Drukuję szybko resume i pędzę na 31st Street. Znajduję się na przeciwko wysokiego, wąskiego budynku. Naciskam 10 na domofonie i przedstawiam się. Wejście do budynku dość obskórne i jadę jakąś starą windą na górę. Na 9 piętrze wita mnie dziewczyna w czerni. Prosi mnie byśmy przeszły na 10 piętro. Na wstępie rozmowy mowi mi, że bardzo się cieszy, że przyszłam. Podaje jej moje resume i przedstawia się jako Maria (nie będę podawać pełnych nazwisk) Brzezina. Urodziła się w małej miejscowości pod Wrocławiem, jej rodzina przeniosła się do Niemiec jak była mała. Rodzice nie uczyli jej polskiego, w domu starali się mówić po niemiecku. Nie utrzymuje kontaktu z rodziną w Polsce, która mieszka w Opolu. Pełne zrozumienie w tej sytuacji maluje się na mojej twarzy. Wybory niektórych mogą naprawdę przerażać. W Ameryce jest 3 lata, jej mąż został przeniesiony z oddziału niemieckiego firmy do centrali w Ameryce. Jeden z najprostszych sposób na Zieloną Kartę. Mówi mi, że chce mi pomóc, bo wie jak ciężko znaleźć pracę na początku, szczególnie jak się nie ma doświadczenia w Nowym Jorku. Dodatkowo bardzo ceni Polaków za ciężką pracę. Rozmowa sympatyczna, ale mam wrażenie, że to bardzo szorstka dziewczyna. Zaproponowała mi bym została pokojówką w hostelu. Zmiana pościeli i jej wyprasowanie, wytarcie kurzu z dwóch półek, odkurzenie pokoju wielkosci pokoju na Tatrzańskiej (2,5m x 2,5m najwiekszy może ma 16m2) i wytarcie podłogi. Na wszystkie pokoje na piętrze przydzielone są tylko dwie łazienki. Oprowadza mnie po hostelu. Praca beznadziejna, ale w restauracji miałabym "part time" i tu też a dodatkowo, zmiany by się nie nakładały. Praca od piątku do poniedziałku od 7:30 do 14:30 i dłużej, jeżeli będzie taka potrzeba. Zgodziłam się! Potrzebuję "zielonych" by nie wydawać więcej z tych przywieziony. Płacą $10 za godzinę - dopóki nie otrzymam Zielonej Karty będą płacić do ręki. Zaczynam w środę.
Link do hostelu: www.urbanoasisnyc.com
Nawet jestem zadowolona z dzisiejszego dnia, bo będę miała dwie prace, więc może uda się szybko kupić laptopa, by blog wyglądał nieco inaczej.:-)
Wracam do domu znowu przez Herald Square i dalej w stronę 42 Street. Mijam wręcz hurtownie dodatków, gdzie u nas takie rzeczy można tylko kupić w internecie. Tutaj w "stolicy mody" znajduje się jeden sklep za drugim, oczywiście przemieszane - chińszczyzna obok amerykańskich i europejskich wytwórców dodatków. Wchodzę do jednego ze sklepów i oniemiałam z zachwytu. Dlaczego niegdyś w "polskiej stolicy nitki", a teraz podobno najlepszej "wytwórni" projektantów ubioru nie ma takiego sklepu? Brakuje takiego akcentu w Łodzi, zdecydowanie.
Po obejrzeniu królestwa dodatków i przechodząc przez całą aleję podobnych sklepów, wchodzę na plac Bryant Park. Mały ale bardzo stylowy skwerek. Wokół parku wysokie budynki jakby specjalnie zostały postawione, by chronić ten park. W parku małe, świąteczne sklepiki z rękodziełem różnego typu: biżuteria, bąbki, wyroby z wełny, szkła i skóry oraz domowe przetwory: czekolada, cider, ciastka i wiele innych pysznych różności (Świąteczne stragany jak we Wrocławiu na rynku.). Po środku parku lodowisko a obok bar -5º, gdzie wchodzi się w białym palcie by wypić drinka. Alternatywny bar znajduje się na przeciwko, na świeżym powietrzu z paleniskiem i kocami dla gości. Widok na Empire State Building i naprawdę fantastyczna atmosfera - enklawa w środku hałasu, bo park znajduje się może trzy przecznice od Times Square. Upojona widokiem mogę wracać do domu.
Jak poradzić sobie z wyjazdem do Stanów, gdy wygrałeś Loterię Wizową, a rodziny nie masz w USA.
środa, 20 listopada 2013
4.11.2013, Poniedziałek, dzień 24
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz